Leon Grela
Prezes Krajowego Urzędu Pracy w latach 1994-1995


Po co nam to było...


Muszę się na początku przyznać, że propozycja Redakcji, w związku z planowaną likwidacją Krajowego Urzędu Pracy, o wypowiedź na temat mojego sukcesu na stanowisku Prezesa, bardzo mnie poruszyła. W pierwszym odruchu gotów byłem sądzić, że należy raczej przygotować mowę pogrzebową. Lecz przecież nie mówi się źle nad grobem. Po namyśle doszedłem jednak do wniosku, że rozbicia przyzwoicie funkcjonującego Systemu Urzędów Pracy nie można skwitować żartem, nawet makabrycznym. Nie miejsce tu teraz na czarny humor.
Jak jednak w takiej chwili mówić o osiągnięciach? Jest to sytuacja jak w starej piosence „Pamiętasz była jesień...”. Po prostu nawet jeśli ja sam, a także moi poprzednicy i następcy mieli osiągnięcia, czy – a jakże – niepowodzenia, to nie ma to obecnie zbyt wielkiego znaczenia, chyba, że chciałoby się uprawiać pamiętnikarstwo. Bezrobocie jednak jest i pozostanie czas jakiś kwestią dramatyczną, nazbyt dramatyczną. Dzisiejszą i jutrzejszą. I to jest wystarczający powód, by nie mówić zbyt wiele o sukcesach, co nie znaczy, że w krótkiej historii KUP ich nie było.
Innym powodem do uchylenia się od mówienia o swoich osiągnięciach jest także nienajlepsza kondycja urzędów pracy i podobne nastroje pracowników.
Niezbyt dawno, w tym roku, w trakcie rozmów ze starostami zadawałem im pytanie o to, czy po dwóch latach doświadczeń oddaliby urzędy pracy administracji rządowej. Najbardziej radykalny z nich stwierdził, że na podjęcie takiej decyzji i jej realizację wystarczyłoby mu pół godziny. Warto by może więc dokonać sondażu opinii o urzędach pracy i ich zapatrywaniach na przyszłość. Nienajlepsze są również sygnały od klientów urzędów pracy dotyczące stosunku do bezrobotnych. Sugeruje to pogorszenie standardów obsługi bezrobotnych.
Nie dziwią mnie takie obserwacje i postawy ludzi dotyczące urzędów pracy. Można to było – choć zabrzmi to asekurancko – przewidzieć. Uważam po prostu, że demontaż Systemu Urzędów Pracy był błędem i to wielopłaszczyznowym.
Po pierwsze był to błąd polityczny, gdyż to państwo ze swoją polityką społeczno – gospodarczą określa reguły rynkowe, w tym także dotyczące rynku pracy. Ponadto to decyzje polityczne stały się bezpośrednią przyczyną pojawienia się bezrobocia w Polsce i to państwo jako instytucja dopuściło się w początkach lat 90 –tych do znacznego przekroczenia bezrobocia przewidywanego, nie podejmując działań adekwatnych do sytuacji na rynku pracy. Przerzucanie odpowiedzialności na skutki bezrobocia na samorządy lokalne jest politycznym nadużyciem.
Po drugie jest to błąd doktrynalny. Jakkolwiek rynek pracy ma zawsze swoje wymiary lokalne i regionalne, to jednak przeciwdziałanie bezrobociu ma swoją ogólną specyfikę i uwarunkowania, i w znacznej części jest niezależne od terytorialnych uwarunkowań, zwłaszcza gdy bezrobocie jest masowe i powszechne. Przekazaniu urzędów pracy towarzyszyło także przeświadczenie
o ich wyższej efektywności organizacyjnej oraz związane było z realizacją idei decentralizacji. Praktyka wykazuje jednak, że ani samorządy nie są tak znacząco sprawniejsze w działaniu, ani też administracja rządowa nie musi być tak doszczętnie zbiurokratyzowana, a ponadto rzędy pracy już i dawniej były w znaczącym, stopniu zdecentralizowane w sposób instytucjonalny.
Po trzecie jest to błąd pragmatyczny. Skutkiem rozbicia Systemu Urzędów Pracy jest ich atomizacja. Wiąże się bowiem z nadmiernym ulokalnieniem problemów i w rezultacie pojawia się groźba rozdrobnienia działań. Relacje starostów z urzędami pracy i lokalne działania są często zbyt zależne od personalnych uwarunkowań. Innym postrzeganym skutkiem jest także zaprzepaszczanie dorobku urzędów pracy, między innymi poprzez stratę wielu kompetentnych pracowników. Po prostu odchodzą z urzędów pracy osoby, nie zawsze ze względu na brak kompetencji. Marnotrawstwo dotyka kwalifikacji. Wynika to z rotacji kadr uwarunkowanej często lokalnymi uwikłaniami politycznymi. W gruncie rzecz jest to strata największa, bo marnuje się potężny wysiłek szkoleniowy i doświadczeni9a zawodowe pracowników, a tym samym i środki, w znacznej części pochodzące z zagranicy, oraz korzyści z kontaktów z zagranicznymi ekspertami.
Po czwarte jest to ogromny błąd organizacyjny, ponieważ zdemontowana została jedna z nielicznych struktur administracji odpowiadająca standardom Unii Europejskiej. Zmarnowany został także jej dorobek organizacyjny.
Po piąte wreszcie popełniony został bardzo bolesny, zwłaszcza dla niektórych środowisk lokalnych błąd taktyczny. Ten błąd to rezultat wcześniejszych błędów i złudzeń oraz fałszywych nadziei i jest także wyrazem krótkowzroczności lobby samorządowego. Otóż u podstaw bardzo aktywnych działań na rzecz promocji obecnego rozwiązania legła złudna nadzieja , że z bezrobociem da się walczyć przede wszystkim środkami Funduszu Pracy, a które to pieniądze były często także traktowane jako forma dotacji celowej dla gmin. W ogóle kwoty Funduszu Pracy zbytnio przemawiały do wyobraźni samorządowców. Ten błąd uwydatnił się zwłaszcza wtedy, gdy dziura budżetowa zaczęła się niepokojąco powiększać, wydatki zaś Fundusz okazały się dość sztywne i ponadto silnie sparametryzowane, a algorytm okazał się narzędziem bezlitosnym.
Być może moja wypowiedź odbiega od konwencji zaproponowanej przez Redakcję i będzie się różnić od tonacji wypowiedzi innych osób. Proszę zatem potraktować ją jako spóźniony głos w dyskusji nad kształtem służb zatrudnienia, zwłaszcza, że takiej dyskusji w rzeczywistości nie było. A jeśli się odbywała, to miała raczej charakter niejawnych czy półjawnych przepychanek lobbingowych. Sądzę, wcześniej czy później nie uniknie się kolejnej dyskusji o przyszłości urzędów pracy. Szkoda tylko, że tak spokojnie przyglądano się marnotrawstu pieniędzy, ludzkich wysiłków i ludzkich umiejętności. Rewolucji jednak oczekiwać nie należy.

P.S. Na koniec informacja dla wtajemniczonych: „Dyrekcja Cyrku w Budowie kontynuuje swoją działalność. Jednak.